Zamiast work-life balance – harmonia. O życiu jak jazz - Grzegorz Baczewski

Zamiast work-life balance – harmonia. O życiu jak jazz

Zastanawiałem się ostatnio nad tą powszechną gonitwą za „work-life balance”, za „wellbeingiem” – nieustannym dążeniem do komfortu. Czy to nie aby iluzja? Obietnica bez pokrycia?

W życiu niewiele jest statyczne, a próba utrzymania idealnego balansu zwykle prowadzi do frustracji. Życie nieustannie wytrąca nas z równowagi, prowokując do ruchu.

Próby rozdzielania życia na idealnie równe części, poskładania w osobne pudełka – praca tu, życie prywatne tam, pasje jeszcze gdzie indziej – mogą być niezwykle ograniczające.

Czy pasja, która staje się istotną częścią naszej tożsamości, powinna być traktowana jak intruz w „czasie wolnym”? Znaczące osiągnięcia rzadko są efektem drobiazgowego odmierzania godzin. Częściej rodzą się z zaangażowania i podążania za tym, co nas autentycznie napędza.

Harmonia zamiast równowagi

Dlatego zamiast tej nieuchwytnej równowagi proponuję poszukać harmonii. Znaleźć swój własny rytm, sposób funkcjonowania, który współgra z naszą naturą. W „całym tym zgiełku”, w tym zamieszaniu, wsłuchaj się w melodię, która w Tobie rezonuje, i zacznij się do niej poruszać.

Improwizuj, tańcz swój taniec, graj swój koncert! Wtedy możesz dostrzec, że świat tak naprawdę jest w harmonii, że to, co wydawało się hałasem, chaosem, kakofonią, to po prostu wspaniały jazz.

Szukanie ciągłego balansu jest próbą przejścia przez życie jak linoskoczek: po linii prostej, bez najmniejszego błędu, w ciągłym skupieniu, żeby nie postawić fałszywego kroku.

Lekcja od Leszka Możdżera

Leszek Możdżer powiedział kiedyś, że na początku jako muzyk miał obsesję grania idealnej melodii. Nie mógł znieść, kiedy ktoś zagrał „zły ton”. Teraz, kiedy już wie, jak będzie płynęła każda „idealna melodia”, uważa, że coś interesującego zaczyna się dziać, kiedy ktoś zagra coś niespodziewanego. Właśnie wtedy odkrywa nowe możliwości i zaczyna bawić się muzyką. Można powiedzieć, że rusza do przodu, wytrącony ze znajomej równowagi.

Harmonia to granie swojej unikalnej melodii w „całym tym zgiełku” życia. Czasem dominują intensywne zawodowe improwizacje, innym razem spokojniejsze rodzinne frazy. Ważne, by całość tworzyła sensowną i rezonującą kompozycję.

Ograniczanie tego, co dla nas ważne, w imię jakiegoś idealnego balansu może być po prostu kontrproduktywne i – powiedzmy sobie szczerze – strasznie męczące.

Zamiast więc tracić energię na pogoń za iluzoryczną równowagą, na sztuczne powstrzymywanie się, może warto skupić się na improwizacji, szukaniu własnej harmonii? Na odkryciu tego, co w danym momencie życia najlepiej z nami współgra?

A jakie są Twoje doświadczenia? Czy harmonia, niczym improwizacja w jazzie, nie jest bardziej autentycznym celem niż mityczna równowaga?

Jeśli ten temat jest Ci bliski, zobacz też: Coaching przy wypaleniu i zmianie kariery.