Cel czy środki? Oszustwo pustego zwycięstwa - Grzegorz Baczewski

Cel czy środki? Oszustwo pustego zwycięstwa

Jedną z najbardziej zdradliwych i – moim zdaniem – najbrzydszych racjonalizacji, z jakimi przyszło mi się mierzyć, jest stwierdzenie, że cel uświęca środki. Ta maksyma, pozornie pragmatyczna, otwiera drzwi do moralnej degrengolady, zacierając granice między ambicją a bezwzględnością.

Jest to argument często stosowany przez osoby tak skupione na realizacji swoich oczekiwań, że nie zajmuje ich to, jak dużych zniszczeń dokonają po drodze do tego „Graala”. Paradoks tkwi w tym, że każdy, kto w imię swojego „świętego” celu łamie zasady i sprzeniewierza się wartościom wspólnotowym, jest absolutnie przekonany o słuszności swoich pobudek. Co gorsza, bardzo często ten rzekomo „święty” cel sprowadza się do wyeliminowania zwolenników „złego” celu. Sytuacja staje się kuriozalna, gdy obie strony, w ślepym przekonaniu o swojej racji, nie przebierają w środkach.

Jak tego dokonałaś/dokonałeś?

Ale odsuńmy na bok te ogólne obserwacje. Istota mojego przekazu sprowadza się do jednej fundamentalnej prawdy: ważniejsze od tego, co osiągnęłaś/osiągnąłeś, jest to, jak tego dokonałaś/dokonałeś.

Nie jestem w stanie obdarzyć szacunkiem miliardów, które zarobiłaś/zarobiłeś, wielkości spółek, które stworzyłaś/stworzyłeś, czy wysokich stanowisk, które piastowałaś/piastowałeś, jeśli wszystko to osiągnęłaś/osiągnąłeś, łamiąc zasady, nadużywając zaufania innych czy jawnie oszukując.

Mam pełną świadomość, że moje słowa mogą być dla Ciebie całkowicie obojętne, możesz je zignorować. Ale to nie moje zdanie jest Twoim największym problemem. Prawdziwy kłopot tkwi w tym, że Ty również nie szanujesz siebie za to, co robisz.

Ten pozornie wielki sukces nie daje Ci prawdziwej radości ani ukojenia. Dlatego nieustannie musisz robić coraz więcej, osiągać coraz to nowe „Graale”. Gonisz za czymś, co ma potwierdzić Twoją „wspaniałość”, ale w głębi duszy – być może tak głęboko, że sam/a sobie tego nie uświadamiasz – wiesz, że jesteś oszustem czy oszustką. I nie, to nie jest żaden „syndrom oszusta”, to znacznie głębsza, paraliżująca, bo prawdziwa świadomość.

Jak ujął to Epiktet: „Kto chciałby żyć w oszustwie, potykając się w błędzie, bez dyscypliny, w skargach i rutynie? Nikt. Tak postępują podli ludzie, którzy nie żyją tak, jak chcą, a zatem żaden zły człowiek nie jest wolny”. To właśnie ta wewnętrzna niewola jest prawdziwą ceną, jaką płaci się za „sukces” osiągnięty niemoralnymi środkami.

Prawdziwa duma i szacunek

Natomiast zyskasz mój szacunek za każdym razem, gdy zrobisz coś dobrego kosztem własnego interesu. I nie tylko mój – choć to może nie mieć dla Ciebie wielkiego znaczenia – bo najważniejsze będzie to, że będziesz szczerze dumny/a z siebie. I słusznie, bo dokonasz wtedy czegoś naprawdę wielkiego.

Za każdym razem, gdy ktoś postępuje słusznie, swoim kosztem, odmawiając użycia brudnych środków, nawet jeśli oznacza to niedotarcie do celu – jest wart najwyższego szacunku.

Świat psują samozwańczy „polepszacze świata”, którzy w imię swoich wizji są gotowi wykorzystać absolutnie wszystkie środki, byle tylko osiągnąć cel. Mniej mnie boli, że umierają sfrustrowani, nigdy nie osiągnąwszy swojego „ideału”. W końcu zapracowali na to, co ich spotyka.

Prawdziwy ideał to moim zdaniem postępowanie słusznie, niezależnie od finalnych efektów. Nawet jeśli nic z tego nie zyskasz materialnie, nie ma lepszej drogi. Starzy stoicy nazywali to słusznym wyborem i odwoływali się do – dziś niestety zapomnianego – pojęcia cnoty.

Marek Aureliusz, jeden z najpotężniejszych ludzi swoich czasów, cesarz Rzymu, to żywy dowód na to, że władza nie musi korumpować, jeśli kieruje nią cnota. Jego imię, w przeciwieństwie do wielu innych cesarzy, przetrwało wieki nie dzięki podbojom czy bogactwu, ale dzięki jego filozofii i konsekwentnemu stosowaniu jej w życiu. On sam pisał: „To, co robimy teraz, rozbrzmiewa echem w wieczności”.

Ktoś, kto postępuje słusznie, być może nie będzie miał życia usłanego różami ani obfitości materialnej, ale umrze spokojny, wiedząc, że niczego nie mógł zrobić lepiej.

Śmierć obnaża tę elementarną prawdę: nie zabierzesz ze sobą niczego, co zgromadziłeś/aś, ale zabierzesz to, co z siebie dałeś/aś.

Dlatego uważam, że nie ma tu żadnego dylematu: nie ma ważniejszego celu niż środki, jakimi do niego dążymy. W istocie to właśnie środki są samym celem.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, zobacz też: Coaching przy wypaleniu i zmianie kariery.