Mam wrażenie, że dziś ludzie bardzo dużo muszą. To jakoś tak rośnie z wiekiem, jak garb. Im jesteśmy starsi, tym bardziej przybywa: praca, kariera, dzieci, znajomi, rodzice, domy, mieszkania, wakacje, święta. Coraz więcej tego, co od nas wymaga, bo bez naszej uwagi się nie stanie.
Nic nie musieć to moim zdaniem luksus, który dla wielu jest nieosiągalny. Niby teoretycznie, obiektywnie, mogliby nie musieć. Znam osoby, które zgromadziły taki majątek, że mogłyby do końca życia nic nie robić. A jednak nie mogą, nie potrafią sobie na to pozwolić. Dlaczego?
Otóż moim zdaniem właśnie niemuszenie może wiązać się z trudnym do udźwignięcia ciężarem. Bo właściwie czemu my musimy?
- Ochrona i zaspokajanie – bo moim obowiązkiem jako mężczyzny/kobiety jest chronienie, zaspokajanie potrzeb i oczekiwań najbliższych.
- Odpowiedzialność w pracy – bo moim obowiązkiem jako szefa/szefowej jest zadbać o wszystko w firmie. Każda porażka jest moją odpowiedzialnością.
- Wymogi wizerunkowe – bo nie mogę pokazać słabości, niekompetencji, tego, że nie daję rady.
- Ryzyko – bo mam wiedzieć wszystko, orientować się. Chwila nieuwagi, jeden błąd może mieć katastrofalne skutki.
- Presja społeczna – bo nie mogę odstawać. Muszę być wysportowany/a, elokwentny/a, muszę mieć większe mieszkanie, nowy samochód, muszę zdobyć ten szczyt…
I tak się zaczyna ta spirala: muszę to zrobić, muszę to sprawdzić, muszę wcześniej wstać, muszę dłużej posiedzieć, muszę się podszkolić, muszę iść na siłownię, muszę pojechać na narty…
Dlaczego muszę, a nie chcę?
Mam w tym temacie swoją teorię. Dlatego, że nie mogę przed sobą przyznać, że się dobrowolnie zagnałem w taki kierat – i to dla rzeczy, na których tak osobiście, głęboko wcale mi nie zależy.
Przecież nie mogłem sobie dobrowolnie zgotować takiego życia! To musiało się stać pod przymusem. Ktoś inny za to odpowiada: szef, społeczeństwo, rynek, partner/ka.
Dlatego musieć jest lżej niż chcieć i wybierać, bo jak ja decyduję, to ponoszę za to odpowiedzialność. Nie ma na kogo zwalić. Tylko że w ten sposób nie żyję swoim życiem, ale z każdym dniem coraz bardziej je tracę.
Zastanawiam się teraz, czemu ja to wszystko musiałem? Bo chciałem być idealny we wszystkim, bo nie umiałem wybierać. Wybrać coś to stracić coś innego, a trudno się ze stratą pogodzić.
Jednak tu zaczyna się prawdziwa wolność.
A Ty? Co jest Twoim największym „muszę” i kiedy ostatnio zamieniłeś/aś je na świadome „chcę” albo „wybieram”?
Jeśli ten temat jest Ci bliski, zobacz też: Coaching przy wypaleniu i zmianie kariery.