Ludzie, którzy nienawidzą złości. Czy jest miejsce na „złe” emocje w pracy? - Grzegorz Baczewski

Ludzie, którzy nienawidzą złości. Czy jest miejsce na „złe” emocje w pracy?

W ostatnim tygodniu przeżyłem niespotykane nagromadzenie kontaktu z problemem złości wśród mężczyzn, włącznie z moim własnym przypadkiem. Poczułem, że nie mogę tego zignorować. Pomyślałem: „Tu jest duża lekcja do odrobienia!”.

Dlaczego nienawidzimy własnej złości?

Czym jest nienawiść? Dla mnie to przeciwieństwo miłości. Miłość to radość z istnienia drugiego człowieka i chęć zbliżenia. Nienawiść to chęć całkowitego usunięcia, wyeliminowania. „Tak bardzo Cię nie chcę, że muszę Cię zniszczyć!”

Od dziecka byłem uczony, żeby nie okazywać lęku. „Cykor, pipa, wafel!” – nie mogłem pozwolić, żeby mnie tak przezwano. A przecież lęk jest w nas. Złość jest formą lęku. Skoro nie mogę go okazać, to chcę go zniszczyć – nienawidzę.

Nienawidzę jej też, bo mnie obezwładnia, bo nie jestem w stanie jej kontrolować. Kiedy wybucha z niespotykaną siłą, widzę lęk moich bliskich i sam jestem sobą przerażony. Nienawidzę tego uczucia.

Skąd w chłopcach ten lęk?

Kiedy wybucham, widzę w tym swojego ojca. Widzę, że powtarzam to, czego obiecałem sobie nie robić. Jestem zły na siebie i siebie za to winię.

Widzę ojca, który krzyczy, wychodzi albo chowa się za gazetą, staje się nieobecny. Czuję się samotny, opuszczony, nieakceptowany.

Widzę, jak mama płacze, poraniona jego złością. Ale też doświadczam jej złości. To momenty, kiedy świat mi się wali. Nikt mi niczego nie tłumaczy. Nikt nie daje mi poczucia bezpieczeństwa.

Wtedy myślałem: „Jestem zły. Jak złe jest to, co robię, że mama i tata na mnie krzyczą albo mnie biją. Mnie się nie da kochać”.

Kiedy mężczyzna staje się przerażonym trzylatkiem

Jako dorosły mężczyzna nie potrafiłem znieść złości bliskiej mi kobiety. Byłem w stanie zrobić wszystko, żeby uniknąć kłótni. Zrezygnować ze wszystkiego, byle tylko się nie spierać. Dlaczego? Bo nie mogłem znieść, że w chwili kłótni staję się przerażonym dzieckiem, które nie wie, co robić. Kiedy kobieta podnosi głos, ja zamykam się jak małż. Ale wiem, że są tacy, co ryczą jak lew. Efekt jest podobny. Też nie ma z nimi rozmowy.

Paradoks: im trudniej komuś być usłyszanym, tym bardziej krzyczy. Na rozum to wiem, jednak doświadczenie to coś innego. Tak trudno mi się wtedy nie wycofać; nie cofnąć w rozwoju.

Jeżeli jesteś kobietą, czytasz ten tekst i widzisz siebie w tej krzyczącej osobie, która próbuje dotrzeć do zamkniętego mężczyzny, to zastanów się, proszę: kto w Tobie tak krzyczy? Ty dorosła, czy ta dziewczynka, która tak bardzo potrzebuje być usłyszana?

Jest tylko jedno lekarstwo

Złość nieakceptowana i odrzucona wraca z podwójnym impetem. Nienawidząc swojej złości, nienawidzisz siebie. Nienawidząc siebie, coraz gorzej się ze sobą czujesz. Obwiniasz o to innych. Obdzielasz tym świat.

Czy jest coś, co może zatrzymać tę spiralę? Miłość, o ile w nią uwierzysz. Potrzebujesz uwierzyć, że jesteś kochany/a nie tylko za to, co w Tobie „dobre”, ale za wszystko.

Ogród miłości

Rumi napisał: „Pomiędzy tym, co dobre i złe, jest ogród i tam się spotkamy”. Myślę teraz o Karcie Wewnętrznego Rozpoznania, którą kiedyś wylosowałem na warsztatach, a która coś we mnie ogrzała i rozpuściła, pozwoliła uronić łzę wzruszenia – to Niewinność.

Poczucie winy, które nosimy za swoją złość i słabość, jest tak naprawdę odrzuceniem niewinności tego małego chłopca czy dziewczynki. To dziecko nie było złe. Po prostu nie wiedziało, jak inaczej wołać o miłość.

Miłość to radość z istnienia, a radość nie chce niczego poprawiać. Radość się cieszy z tego, co jest. Tylko wtedy to, co w Tobie najpiękniejsze – ten ogród – może rozkwitnąć. Dojrzałość to akceptacja całego siebie, łącznie z tą złością, która jest lękiem wołającym o miłość.

Zacznij od dzisiaj. Stań się miłością, której potrzebuje Twoje wewnętrzne dziecko. A jeżeli tego nie potrafisz, pozwól się komuś tak kochać.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, zobacz też: Coaching przy wypaleniu i zmianie kariery.